John Paul II Foundation
Foto © wikimedia.org

Tak specjalnie dzwonił: dzyń, dzyń, dzyń, dzyń…

Arcybiskup Mieczysław Mokrzycki i kardynał Stanisław Dziwisz nie musieli mieszkać na piętrze Papieża. Jan Paweł II miał dzwonek. Kiedy potrzebował, dzwonił. Czynił to rzadko, bo w ciągu dnia i tak prawie cały czas byli razem. Od porannej mszy, aż do ostatniej wieczornej modlitwy. Choć, jak opowiada arcybiskup, zdarzało się, że Papież dzwonił na nich, nie koniecznie będąc w potrzebie. Zdarzało się tak zwłaszcza w Castel Gandolfo, gdzie system z dzwonkiem działał podobnie, a Ojciec Święty był bardziej rozluźniony. To była dla niego taka zabawa, forma dowcipu. Ojciec Święty nigdy nie mówił, że to zabawa czy dowcip, ale my zawsze wiedzieliśmy. Bo to nie był jeden dzwonek, tylko cała seria dzwonków. Tak specjalnie dzwonił: dzyń, dzyń, dzyń, dzyń… Było słychać na cały dziedziniec. Bardzo, bardzo głośno.

– I kto wtedy biegł do Ojca świętego?

– Wtedy biegli wszyscy.

– I jak już przybiegliście, to co Ojciec Święty mówił?

– Czasami pytał, gdzie jest któraś siostra, bo miała do niego przyjść, a nie przyszła. Czasami chciał nas o coś zapytać albo po prostu zobaczyć. Tyle, że my poznawaliśmy po dzwonkach, czy Ojciec Święty ma potrzebę, czy chodzi tylko o pogodny żart. W Castel Gandolfo mieszkałem naprzeciwko księdza Stanisława, wiec po takim „normalnym” dzwonku widziałem, czy on idzie do Ojca Świętego. Jeśli szedł, to ja już nie szedłem. A jeśli nie, to biegłem ja. No, a kiedy słyszeliśmy serię dzwonków, zwykle biegliśmy wszyscy.

– W Watykanie to system pokazywał, czy po dzwonku ktoś do Ojca Świętego poszedł.

– W Watykanie było tak, że kiedy Ojciec Święty dzwonił, to u nas i u sióstr zapalało się światełko. Jeśli ktoś z nas odpowiadał na dzwonek, u reszty światełko gasło. Ale w Watykanie dzwonił rzadko. Bardzo rzadko. Zawsze był samowystarczalny. Starał się być. Do końca.

Za zgodą ks. abp. Mieczysława Mokrzyckiego – „Najbardziej lubił wtorki”

Wydawnictwo M, Kraków 2008 r.