📷 tvp.info

Nie lubił nowych butów

Nie lubił nowych butów i nosił stare tak długo, jak tylko mógł. Czasami już nawet telewizja zwracała uwagę, że Ojciec Święty ma podarte, czy uszkodzone buty, ale zawsze były trudności ze zmianą.

– Jakie trudności?

– Trudności z dopasowaniem. To były buty skórzane. Szyte wprawdzie na miarę u specjalnego szewca, ale i tak musiały na początku dokuczać.

– Obcierały?

– Obcierały. Trochę były na początku niewygodne. Ojciec Święty tego nie lubił. Wolał chodzić w starych, wygodnych, bo już rozchodzonych. Ale w końcu dawał się przekonać.

– Nie lubił nowych butów i czego jeszcze?

Myślę, że czasami męczyły go wizyty oficjalne, choć nigdy nie narzekał. Nie przepadał za swoim oficjalnym strojem. Komża, mucet… Wolał nosić zwykłą sutannę z krzyżem, ale przez długi czas nie pozwalali mu na to odpowiedzialni za protokół. W końcu wygrał, bo pod koniec pontyfikatu przyjmował głowy państw już w samej sutannie. Można to zobaczyć na zdjęciach.

Na zdjęciach nie widać jak swoich sekretarzy podtrzymywał na duchu. Arcybiskup Mokrzycki opowiada, że kiedy czuł się zmęczony albo zwyczajnie nie miał humoru, Ojciec Święty od razu to widział. Albo się uśmiechnął, albo puścił oczko i człowiekowi od razu było lżej. Ale nigdy nie pytał, co się stało. Czekał, aż sam powie. A jeśli nie mówił, to mrugnął porozumiewawczo, uśmiechnął się. I wszystko było już jasne. Było dobrze.

Za zgodą ks. abp. Mieczysława Mokrzyckiego – „Najbardziej lubił wtorki”

Wydawnictwo M, Kraków 2008 r.