📷facebook.com

Na Kubę pojechał. Do Chin i do Rosji nie zdążył

– Kiedy lecieliście do Meksyku, dziennikarze pytali Papieża na pokładzie samolotu, jakie kraje chciałby jeszcze odwiedzić. Odpowiedział, że te największe: Rosję i Chiny. Bardzo mu to leżało na sercu?

– Bardzo. Jeśli chodzi o Rosję, to wiadomo, że na sercu bardzo leżały mu relacje z prawosławiem. Każdego dnia modlił się o jedność chrześcijan. Ale wiedział też kim jest homo sovieticus, jak bardzo potrzebuje nadziei i wolności. Znał tę historię. Znał ją z Polski. Marzył o pielgrzymce do Rosji. Chciał też pojechać do Chin. Tam sytuacja Kościoła była i ciągle jest bardzo trudna – podzielony, prześladowany. Ojciec Święty miał tam swoich wysłanników, którzy pilnowali sprawy, ale polityczna blokada okazała się nie do przełamania. Pamiętam, że skończyło się na listach do przywódców chińskich, słowach pokrzepienia dla chińskich katolików i orędziu do Kościoła w Chinach. Bardzo chciał tam pojechać, tak jak na Kubę. Na Kubę pojechał. Do Chin i do Rosji nie zdążył.

– Bardzo to przeżywał?

– Tak. I do końca zabiegał o spotkanie z patriarchą Rosji. Wiele było takich rozmów, kiedy już się wydawało, że się uda. Spotkanie było umówione, a tu nagle przychodzi informacja, że Aleksy II jednak się rozmyślił, jednak spotkanie odwołuje. Tak było w Wiedniu, w Bari we Włoszech, w Szwajcarii. Warunek był zawsze taki, że spotkanie musiało być planowane na terenie neutralnym, nie w Rzymie, nie w Moskwie. Taka była polityka Rosji. Powiedzmy, że nie do końca uczciwa. Ojciec Święty zawsze wychodził naprzeciw rosyjskim oczekiwaniom. Praktycznie każde warunki akceptował. Mimo to spotkanie z patriarchą nie doszło do skutku. Wielka szkoda.

Za zgodą ks. abp. Mieczysława Mokrzyckiego – „Najbardziej lubił wtorki”

Wydawnictwo M, Kraków 2008 r.