📷 misyjne.pl

Jak zrobić zdjęcie papieżowi? Rozmawiamy z panią Lidią z Oświęcimia

Jak zrobić zdjęcie papieżowi? Rozmawiamy z panią Lidią z Oświęcimia

Czerwiec tego roku to czas, w którym szczególnie wspominaliśmy wizytę Jana Pawła II w Polsce. Robimy to praktycznie co roku, ale w tym robiliśmy to intensywniej. Wszak, była to pierwsza pielgrzymka naszego rodaka w tej roli do ojczyzny. Od tych wydarzeń minęło okrągłe 40 lat.

Czerwiec 2019 r. właśnie minął, a my jeszcze raz przypomnijmy sobie tamte wydarzenia. Zrobimy to z osobą, która było w centrum wydarzeń i blisko papieża!

Obiektywy kamer i aparatów  

Gdyby dziś Jan Paweł II przyjechał do kraju, byłaby to zupełne inne pielgrzymka. Nie pod względem treści (samego przesłania ewangelicznego), ale okoliczności. Papież nie musiałby już robić tego w warunkach reżimu komunistycznego, nie musiałby podpowiadać nam drogi ku Europie, pewnie radziłby nam, jak w warunkach zintegrowanej Europy (z jej różnymi sukcesami i bolączkami) powinniśmy budować tożsamość nie tylko naszą, ale i całego kontynentu. Ta wizyta byłaby zupełnie inna także z bardziej technicznego powodu. Towarzyszyłoby jej o wiele więcej aparatów, telefonów i smartfonów. Zdjęć tamtej pielgrzymki, z oczywistych względów, było (spośród wszystkich pielgrzymek Karola Wojtyły do kraju) najmniej. Pamiętamy przede wszystkim te z Placu Zbawiciela czy wizyty w Gnieźnie i w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Były robione tylko przez tych, którzy wcześniej byli do tego wyznaczeni – profesjonalnych dziennikarzy i fotoreporterów. Byli zagraniczni korespondenci i ci mniej znani.

Paczka znajomych i miłość do aparatu

Jedną z takich osób jest pani Lidia Foryciarz, mieszkanka Oświęcimia, którą poznałem przy okazji wizyty w tym mieście kilka tygodni temu. Na uroczystości rocznicowe przybył m.in. były osobisty fotograf Jana Pawła – Arturo Mari. Papieska wizyta w Oświęcimiu niekiedy bywa przez nas zapomniana, a była (i jest) niezmiernie ważna. Już wtedy zauważył ją cały świat. Oczywiście cała pielgrzymka toczyła pod czujnym okiem kamer z całego świata, ale dzień w Oświęcimiu i Muzeum Auschwitz-Birkenau był pod wieloma względami symboliczny i doniosły. Korespondenci zagraniczni doskonale wyłapywali polityczne aluzje w wypowiedziach papieża, a z ich korespondencji nie dało się wyciąć ani liczebności, ani entuzjazmu gromadzących się tłumów. Te dni relacjonowali także Polacy – nie tylko dziennikarze, ale też ludzie, którzy zajmowali się na co dzień innymi profesjami. Papież w Oświęcimiu modlił się pod ścianą śmierci, gdzie dokonywano egzekucji więźniów, nawiedził celę, w której zmarł św. Maksymilian Kolbe. Tamta pielgrzymka to były dni, które zmieniły Polskę – komentowali historycy, dziennikarze. Panią Lidię pytam, jak te wydarzenia wyglądały z jej perspektywy.

Chemiczne miasto 

W tamtym czasie była – jak sama o sobie mówi – „młodą dziewczyną”. Pracowała w Państwowym Muzeum w Oświęcimu, była też fotografem. To, dlatego z grupą znajomych była odpowiedzialna za przygotowanie zdjęć z papieskich chwil na oświęcimskiej ziemi. Oprócz zdjęć powstał też film (jest przechowywany w zasobach oświęcimskiego Muzeum). Pani Lidia oraz Zofia Łoboda, Józefa Mostowik, Stanisław Foryciarz (mąż pani Lidii) działali w Amatorskim Klubie Filmowy „Chemik”. Nazwa „Chemik” w Oświęcimiu znaczy naprawdę wiele. Przez wiele lat w tym mieście działały Zakłady Chemiczne, które zatrudniały w sumie 13 tysięcy ludzi. To tyle, ile liczy powiatowe miasteczko. – Byliśmy młodymi ludźmi, interesowaliśmy się wieloma sprawami. Pracowałem w Muzeum jako fotograf. Film, o którym wspominałam, był kręcony bardzo amatorsko, na obracanej taśmie – wspomina tamtą pracę pani Lidia. Moją rozmówczynię pytam, czy była to trudna pielgrzymka. Czy władza chciała ją kontrolować? Z wielu wspomnień i dokumentów wiemy przecież, że z jednej strony władza chciała spokojnego przebiegu pielgrzymki, z drugiej – próbowała, jeśli nie ingerować, to znać treść planowanych papieskich wystąpień. Było tak szczególnie w Warszawie i na krakowskich Błoniach. – Władza na poziomie powiatu była bardzo przejęta tą wizytą, ale było można wyczuć, że pozytywnie, że są „za”. Początkowo były pewne kontrowersje wokół mszy św. w Brzezince, ale wszystko zostało rozwiązane pomyślnie – wspomina pani Lidia. Młodzi, „miejscowi” fotografowie mieli jednak inne zmartwienia.  Bardzo życiowe i bardzo w ich sytuacji ważne. – Były ogromne tłumy dziennikarzy i fotoreporterów. Jedyne, czego się obawialiśmy, to ogromna liczba kamer telewizyjnych i filmowców. I tak rzeczywiście było. Miałam pozwolenie (wtedy nie mówiło się jeszcze o akredytacji) na fotografowanie na dziedzińcu bloku 11, ale do podziemi nie mogłam już wejść. Było nas naprawdę dużo. Tu był nasz główny problem – wspomina Lidia Foryciarz i dodaje: – Tłum przy pomniku w Brzezince był tak duży, że to była ściana obiektywów i kamer!

Papież i tło  

Dziś taki widok nie zrobiłby na nas większego wrażenia, wtedy to była jednak nowość. Pani Lidia wspomina szczególnie jedno zdjęcie – kiedy papież wszedł już do papamobile, odwrócił się do fotografów i wykonał gest błogosławieństwa. – Uważaliśmy, że to było specjalnie dla nas, absolutnie dla nas, dziennikarzy i fotografów. Ojciec Święty nas wyróżnił.

Gdy papież był w Oświęcimiu w ramach naszego klubu podzieliliśmy się robotą. Razem z koleżanką byłam na terenie Muzeum. Druga koleżanka i mój mąż byli w Brzezince. Kiedy kończyła się wizyta na terenie Muzeum, ogromnie chcieliśmy się dostać do Brzezinki. Ochroniarzy, których znaliśmy, zapytaliśmy, jak dostaną się do Brzezinki. Okazało się, że oni już byli po pracy i nie zamierzali tam jechać. Rozglądając się gorączkowo i próbując podjąć jakąś decyzję, spotkaliśmy karetkę pogotowia i poprosiliśmy o przejazd do Brzezinki. Dotarliśmy w momencie, gdy Ojciec Święty przebrał się już w szaty liturgiczne i podchodził do ołtarza. 

Jak nie od dziś wiadomo, każdy fotograf chce mieć swoje oryginalne zdjęcia, unikalne, przedstawiające nieznaną historię lub pokazujące już znaną, ale w nowy sposób. A przy takich wydarzeniach, gdy tylu fotografów jest w jednym miejscu, o to trudno. Panią Lidię pytam, czy to nie było frustrujące: – Zawsze skupiałam się na tym, że temat główny komponuje się sam, a fotograf musi zadbać o tło, o kontekst. Temat główny to oczywiście Jan Paweł II, a jeśli był w Oświęcimiu, to trzeba było zrobić wszystko, by na zdjęciu była widoczna brama, w Brzezince – pomnik. Żeby była więź między osobą a miejscem, w którym się znajduje.

Połączyła ich fotografia  

Autorem zdjęć jest też małżonek pani Lidii, pan Stanisław. Pytam, czy już wtedy byli parą: – Już wtedy byliśmy małżeństwem, mieliśmy małe dziecko, poznaliśmy się w tym małym klubie filmowym. Każde z nas miało aparat i kamerę – mówi w rozmowie misyjne.pl pani fotograf.

Misyjne.pl