John Paul II Foundation
📷 sanfrancescoaripa.it

Co jeszcze lubił najbardziej…?

Lubił też wtorki, kiedy mógł wyjechać za miasto i tam – w spokoju – oddawać się modlitwie i… czytaniu. Lubił niedzielne wizytowanie rzymskich parafii. Bardzo to lubił. Mówiono o nim, że był proboszczem świata, bo tak dużo podróżował. Ale on czuł się też proboszczem Rzymu, dlatego tak często podróżował po Rzymie. Zawsze, kiedy miał wolną niedzielę, kiedy nie było żadnych uroczystych celebracji, jechaliśmy do kolejnej rzymskiej parafii. Bardzo chciał je wszystkie odwiedzić. Postawił to sobie za punkt honoru. Parafii było ponad trzysta. Nie zdążył odwiedzić chyba ośmiu. Bardzo żałował. Ale nie wystarczyło czasu i sił. W ostatnich latach, kiedy miał większe trudności z poruszaniem się, nie zaprzestał wyjazdów na parafie, ale jeździł mniej. Częściej za to zapraszał parafie do siebie, do Watykanu.

– Jak taka wizyta parafii w Watykanie wyglądała?

– Przedstawiciele parafii przyjeżdżali na mszę świętą do Auli Pawła VI. Kto chciał i mógł, ten przyjeżdżał. Zwykle na taką mszę zapraszaliśmy dwie albo trzy wspólnoty parafialne. Najpierw była normalna msza święta, potem delegacje podchodziły do Ojca Świętego. To były spotkania bardzo rodzinne. Takie parafialne, a nie oficjalne, papieskie. Parafianie byli mu za to bardzo wdzięczni. Rozumieli, że nie może już tak często do nich jeździć, ale czuli, że o nich nie zapomniał. Bardzo chętnie przyjeżdżali na te spotkania. (…) Oprócz tego, że był papieżem, też był biskupem Rzymu. Wiedział, że jako biskup powinien wizytować swoje parafie. Tak robił w Krakowie i tak czynił w Rzymie. Każdego roku czekał na Wielki Tydzień. To był dla niego szczególny czas. Nie tylko Boże Narodzenie, choć najbliżsi wiedzieli, że do szopek i kolęd miał ogromną słabość. Oprócz wschodów słońca, dla których wstawał tak wcześnie, lubił też zachody. Widziałem to, kiedy wracaliśmy ze spacerów w Castel Gandolfo. Wracaliśmy na kolację. We wrześniu o tej porze, około godziny 19.30 słońce już zachodziło. Zawsze zatrzymywaliśmy się na chwilę, żeby popatrzeć, jak zachodzi za morzem. Ojciec Święty pogrążał się w modlitwie.

Za zgodą ks. abp. Mieczysława Mokrzyckiego – „Najbardziej lubił wtorki”

Wydawnictwo M, Kraków 2008 r.